Postac: obecnie brak
Dołączył: 09 Kwi 2006 Posty: 569
Wysłany: Sro 13 Sty, 2010
Gramy na Uniwerku - al. Piastów (40b, jeśli dobrze pamiętam) budynek nr 4 II piętro w dwóch salach (jeszcze nie znam ich numerów).
Teraz kilka zasad:
- ideałem by było gdyby każdy niezależnie o której godzinie się pojawi od razu wcielił się w swoją postać i grał (bez gadki mistrza gry, że to i tamto) - po prostu improwizujemy z miejsca. Jeśli ktoś jednak będzie miał wątpliwości proszę możliwie dyskretnie mnie wywołać i zapytać o co trzeba
- żeby było wiadomo kto kim jest na parapecie na przeciwko schodów będę identyfikatory (mam ich 10, jeśli ktoś może niech przyniesie dodatkowe, chociaż 10 powinno starczyć), przypinamy identyfikator z imieniem/nazwą swojej postaci i gramy
- miejsce gry to gangsterska melina, o której w teorii mało kto wie, a w praktyce wiedzą o niej wszyscy - dlatego nieważne, o której godzinie pojawiłeś się na larpie - po prostu o tej godzinie twoja postać pojawiła się w melinie (powód można wymyślić)
- jeśli jakiejś postaci nie ma na larpie dozwolone jest odgrywanie telefonowania do tej postaci, trzeba wtedy odegrać zaimprowizować monolog z rzekomą osobą po drugiej stronie linii
- można wziąć ze sobą atrapę broni, można nią grozić, wymachiwać itd. ale nie strzelać dopóki nie padnie pierwszy strzał (niektóre postaci mogą strzelać - kto ma wiedzieć ten wie)
- wszystkie kwestie sporne rozstrzygamy improwizując :)
Postac: Case /Id
Wiek: 26 Dołączyła: 07 Kwi 2006 Posty: 1771 Skąd: rymuje się ze swąd
Wysłany: Czw 14 Sty, 2010
Powiem tylko tyle, że Mike rzeczywiście jest w porządku :D
Świetny larp, dawno mi się już tak fajnie nie siedziało samej na korytarzu kombinujac czy brac tą amfe z kibla czy uciekać, czy oni mnie kropną na koniec itp. Role świetnie dobrane, odgrywanie na najwyższym poziomie.
Myślę, że spokojnie można tego larpa rozegrać ponownie :)
Postac: obecnie brak
Dołączył: 09 Kwi 2006 Posty: 569
Wysłany: Pią 15 Sty, 2010
O w mordę, ale przystojniak...
Przyznam się, że byłem bliski zrezygnowania z robienia tego LARP-a, cieszę się, że zmieniłem zdanie. Wyszło naprawdę... w porządku! Jutro postaram się zgodnie z moim zwyczajem skrobnąć co było potem. Dzięki wszystkim graczom za obecności i dobrą zabawę.
Nie noze ja tak powiem... podobalo mi sie :). Nie duzo ludzi, ale przynajmniej kazdy dobrze pamietal kto jest kim i nawet udalo mi sie kilka dzialek hery sprzedac ^^. Mike faktycznie jest w porzadku, tylko kazdy kreci cos za jego plecami :D.
_________________
Cytat:
We became here to
make caffe METAL!
We became here to make everythink more METAL!
Postac: obecnie brak
Dołączył: 09 Kwi 2006 Posty: 569
Wysłany: Pią 15 Sty, 2010
I mały epilog:
Płatny morderca zobaczył przeszukujących gangsterską melinę funkcjonariuszy. Właśnie wsadzali kogoś do radiowozu, wynosili jakieś dowody w foliowych woreczkach. „Hmm... ktoś naprawdę chce mnie dopaść...” przeszło przez głowę obserwatorowi całej sceny. „I ja się dowiem kto.” Morderca odwrócił się i spokojnym krokiem odszedł w sobie tylko znanym kierunku.
Szef siedział w paryskiej kawiarence, czytał gazetę i popijał kawę. „wszystko się spieprzyło” pomyślał „dobrze, że chociaż odłożyłem parę groszy na koncie w Zurychu. No nic... trzeba się będzie rozejrzeć za nowym zajęciem... Swoją drogą ciekawe, co zrobiła ta gówniara, kiedy wywaliłem ją z taksówki i podarłem jej bilet.”
Tammy sama nie wiedząc czy jest bardziej wściekła czy zdołowana, szła bez celu ciemną ulicą, kiedy obok niej zatrzymał się czarny lśniący wóz terenowy. Gdy kierowca opuścił szybę ze środka wozu wydobył się jazgot przeraźliwie głośnej muzyki.
- Reprezentuję biedę! – wychwyciła dziewczyna fragment tekstu.
- Potrzebujesz podwózki skarbie? – kierowca był czarnoskóry, w trakcie mówienia błyskał złotym zębem.
- Jasne! – odpowiedziała i bez wahania wsiadła do jeepa, który ruszył z piskiem opon.
- Boby! – krzyknął wściekły dryblas łysy jak kolano. – Gdzie jest mój szmalec?!
- Czekaj Sasza... Mam tutaj część twojej kasy... Resztę skombinuję do jutra. Możesz być pewien!
- Trzydzieści dolców?! Jaja sobie ze mnie robisz?! Wisisz mi dziesięć razy tyle!!
- Sasza nie... czekaj...
Boby obudził się w szpitalu.
Księgowy siedział w barze i topił smutki. Przynajmniej tyle pieniędzy mu jeszcze zostało – żeby się porządnie urżnąć. No i nie siedział za kratkami, to też był jakiś pozytyw. Nagle zobaczył wchodzącą Lisę. Tych dwoje coś połączyło – oboje zamierzali się porządnie napić. Wkrótce wylądowali w jego mieszkaniu. W pewnej chwili zamknęła oczy i wyszeptała.
- Och Mike... jesteś taki w porządku...
Księgowemu trochę się odechciało, ale zaraz pomyślał „w zasadzie, to co za różnica” i kontynuował.
Tommy przeraził się nie na żarty, otwierając drzwi swojego mieszkania. Mężczyzna, który na niego czekał miał nietypową karnację i bliznę na lewym policzku.
- Nie bój się – rzekł z dziwnym akcentem zachrypniętym głosem. – Chcieliśmy dać ci tylko znać, że nic do ciebie nie mamy. Strzelali tak samo do ciebie, jak i do nas. Szkoda, że pieniądze za towar wpadły w ręce psów, ale tak bywa w tym interesie. Dobrze, że winnych spotkała kara. Trzymaj się Tommy.
Mężczyzna poklepał gangstera po ramieniu i wyszedł. Tommy odetchnął z ulgą – wreszcie był naprawdę wolny.
Pani doktor z trudem przetrwała nocny dyżur. Potem paradoksalnie nie mogła zasnąć, wciąż miała w uszach policyjne syreny i strzał oddany za drzwiami, gdzie był mężczyzna, któremu opatrywała rękę. Odbiła sobie to jednak następnego dnia w centrum handlowym. Kupiła nowy ciuch, a dzieciakom furę słodyczy. Ostatecznie feralnej nocy wyszła na spory plus.
- Beth? – zawołał mężczyzna w hipermarkecie.
Po chwili rozpoznała w nim kolegę z liceum.
- O Mark! Co za miłe spotkanie. Co słychać?
- Średnio na jeża... Właśnie się rozwiodłem.
- Och... tak mi przykro... Uwierz mi, wiem przez co przechodzisz...
- No tak... słuchaj, może skoczymy na drinka uczcić to niespodziewane spotkanie?
Rob odleżał swoje w szpitalu, ale wreszcie wydobrzał. Niestety z tej całej afery nie udało mu się wykroić niczego dla siebie. Bywa i tak. Został przydzielony do nowej sprawy. Organizacja szefa rozpadła się sama – na ulicy mówią, że zwyczajnie skończyła im się kasa.
- Mike? – zdziwił się komendant policji, po czym zwrócił się do podwładnych. – Chłopaki, obrączki nie są konieczne. Rozkujcie go. To jest Mike. Pamiętacie moją czerwoną Corvettę rocznik osiemdziesiąty ósmy? Kiedy gaźnik nawalił mówiliście, że już nie odpali. Mechanik chciał cztery kawałki za naprawę. Rozumiecie? Cztery kawałki! A Mike powiedział, żebym postawił mu piwo i wóz będzie jak nowy. Uważacie? Piwo! Zaoszczędziłem cztery pieprzone kawałki! Nic się nie martw Mike. Załatwię ci dobrego adwokata. Uznajmy, że znalazłeś się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie i zapomnijmy o całej sprawie. Jest w porządku.
paweł, zaluje ze nie moglam sie pojawic :/ ale korki plus sesja przeesądzily:/
ale cos mnie wlasnie wzielo na larpowanie i jesli równiez dostane w lutym zgode na robienie larp na uniwerku to takowego zrobie juz po sesji,kolo 9 lutego, mam juz wstepnie rozpisanego go bedzie w klimatach MATRIXA, zaloze zreszta osobny temat pod koniec stycznia jesli wszystko pojdzie po mojej mysli, no i jesli zbierze sie co najmniej 12 graczy,wszyscy są zaproszeni :P
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum